STRONA GŁÓWNA

SZKOŁA

DLA UCZNIÓW

DLA KANDYDATÓW

DLA RODZICÓW

KONTAKT

AKTUALNOŚCI: Z WIZYTĄ U SYBIRACZKI

Wyjątkowi ludzie, z wielkim doświadczeniem i niebywałymi przeżyciami mieszkają wśród nas. Taką osobą jest Leokadia Lizik - Sybiraczka, która przyjęła nas - młodzież u siebie w domu z wielką życzliwością i otwartością. Ta niespełna dziewięćdziesięcioletnia kobieta wciąż pamięta najdrobniejsze szczegóły ze swojego pięcioletniego pobytu na Syberii, który rozpoczął się w 1941 roku. Jak to wszystko się zaczęło? Nasza bohaterka miała trzynaście lat, kiedy całą jej rodzinę zesłano na Syberię. W nieludzkich warunkach, w bydlęcych wagonach z zakratowanymi okienkami, bez dostępu do wody i jedzenia podróż do mroźnej krainy trwała 6 tygodni. I tak nasza bohaterka trafiła na ciężkie roboty w sowchozie, rozłączona od ojca, którego zamknięto w więzieniu i bez braci, którzy trafili do wojska. Była jedynie z matką i siostrami. Praca na Syberii była niezwykle ciężka, brakowało sił. Wszyscy byli zmarznięci i niedożywieni. Temperatury zimą dochodziły do -60 stopni Celsjusza. Racje żywieniowe były minimalne, stąd samodzielnie musieli zdobywać pożywienie.

Dużo trawy do jedzenia było. Kwiatki, pączki piwonii, jarzębina, kaktus. A jakie tam kwiatki przecudne były, jakich ja w życiu nigdy nie widziała. Mieliśmy całe twarze zielone od tej trawy, piliśmy dużo wody z rzeki. Wszystko po to, żeby zapełnić brzuchy i nie myśleć o głodzie – wspomina pani Leokadia. Niedostatek w pożywieniu nie był jedynym problemem na Syberii. Dłonie pracujących ludzi zawsze były brudne, posiniaczone, poranione tudzież odmrożone. Zamiast ciepłych ubrań, które chroniłyby ich ciała, nosili na sobie worki, bowiem wszystkie ubrania, jakie ze sobą przywieźli albo zostały sprzedane za kawałek chleba, albo całkowicie się wydarły. Szczęście, ból, cierpienie, radość i rozczarowanie towarzyszyły zesłańcom każdego dnia. Widzieli oni śmierć swoich bliskich, przyjaciół, sąsiadów. Po pięcioletniej zsyłce udało się w komplecie, całą rodzina powrócić do ojczyzny. Celem było właśnie Błonie, bowiem tutaj mieszkała ciotka pani Leokadii. Podczas drogi, Polacy widząc okutanych, brudnych ludzi, wyzywali ich od kacapów – nie wiedząc, że to ich rodacy wracają po latach męczarni z Syberii. Dziś Pani Leokadia to przesympatyczna ciepła kobieta, o wielkim sercu i wspaniałym samopoczuciu.

Najlepiej, jak człowiek się śmieje, a nie marudzi! – powtarzała wielokrotnie podczas spotkania z nami. To wielka osoba, która za swoje przeżycia dostała legitymację i order od Związku Sybiraków. Został on wręczony przez prezydenta Polski - Aleksandra Kwaśniewskiego. Niebywałe jest to, że pomimo upływu siedemdziesięciu lat od tych tragicznych wydarzeń, nadal ze wzruszeniem i pieczołowitą starannością przywołuje obrazy z tak odległej przeszłości. Jesteśmy dumni, że mogliśmy przeżyć historię na żywo, spotykając tak wspaniałego człowieka, jakim jest pani Leokadia Lizik.